Przeklęta Niobe i kradzież Apokalipsy, czyli o muzealnych atrakcjach Gdańska

Współczesne miasto Gdańsk wyrosło ze spotkania kilku kultur. Aby zrozumieć ten niezwykły splot, warto, poza Długim Targiem, plażą i Bazyliką Mariacką, zobaczyć jeszcze kilka innych miejsc.

Nad Morzem Bałtyckim do… muzeum

„Morze, nasze morze, będziem ciebie wiernie strzec…” – to piosenka, której dzieci z Północy Polski uczą się na lekcjach muzyki. Pierwsza wersja tego utworu mówiła o Gdyni, jako głównym porcie polskim, którego nie odbierze nam „żadna siła, żadna burza”. Te, powszechnie przyjęte słowa, odnoszą się jednak dziś do Gdańska.

To także w Gdańsku mieści się niezwykłe Narodowe Muzeum Morskie. Nietypowe jest z kilku względów. Przede wszystkim, jego budynki położone są na dwóch brzegach Motławy, między którymi kursuje prom (przeprawa wliczona jest w cenę biletu). Część zabudowań umiejscowiona w Głównym Mieście, będzie niezwykle cenna dla miłośników nowoczesności. Ciekawe rozwiązania architektoniczne zostały wplecione w historyczny krajobraz i są ze sobą zharmonizowane. Do tego samego budynku powinni zajrzeć także wielbiciele Guentera Grassa. Według relacji przedstawionej w „Blaszanym Bębenku” to w Muzeum Żeglugi, którego siedziba była w tych kamienicach, stała przeklęta rzeźba Niobe. Spotkanie z nią skończyło się tragicznie dla kilku bohaterów powieści osadzonej w Gdańsku – rodzinnym mieście pisarza.

Michał Anioł i Bosch? Zapomnijcie!

Takich perypetii, jak „Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga, nie przeżyło prawdopodobnie żadne z innych dzieł. Do Gdańska przybyło w zgodzie z obyczajami… kamrackimi – zostało bowiem zrabowane. Początek tej historii jest raczej zwyczajny – pewien włoski bankier zamówił u słynnego niderlandzkiego twórcy obraz, którym chciał uświetnić rodową kaplicę. Sytuacja zaczęła się jednak komplikować, gdy statek wiozący „Sąd Ostateczny”, został zaatakowany przez gdański okręt. Marynarze ofiarowali obraz kościołowi Najświętszej Maryi Panny (obecnej Bazylice Mariackiej), a włodarze miasta zdawali się głusi na apele domagającego się zwrotu fundatora. Przeciwko Gdańszczanom wypowiadał się nawet papież. Wydarzenia te miały miejsce w końcówce XV w. Niewiele ponad trzysta lat później obraz padł łupem wojsk Napoleona i trafił do Francji (godne miejsce zaleziono dla niego w Luwrze), następnie do Niemiec, skąd wrócił do Gdańska jeszcze w XIX w. Wyobrażenie Apokalipsy odwiedziło później jeszcze kilka miejsc: najpierw dzieło zagrabiły hitlerowskie Niemcy, a po drodze z Berlina – Rosjanie (Memling wisiał nawet w Ermitażu!), którzy po wojnie zwrócili obraz na Pomorze.

Chlubę Gdańska, której kopia wystawiana jest w Bazylice Mariackiej, a do niedawna wielka reprodukcja wypełniała okno Dworca Głównego, w oryginale można podziwiać w Oddziale Sztuki Dawnej Muzeum Narodowego. Wykłady, dzieło i wiele innych zasobów dostępne są na stronie muzeum za darmo.

Bursztyn – gdzie kupić? Gdzie sprzedać?

Prawdziwym skarbem, często w Polsce niedocenianym, jest bursztyn. W Gdańsku zobaczyć go można na każdym kroku czy to na Długim Pobrzeżu, czy na uroczej ulicy Mariackiej w wielu sklepach bursztynników. Kierując się jednak ulicą Długą, możemy dojść do bramy miejskiej, która przed wiekami służyła jako więzienie, a w której dziś mieści się Muzeum Bursztynu.

Amber, jantar i bursztyn – te nazwy odmienia się tu przez wszystkie przypadki. Owady zatopione w żywicy, duże bryły skamieliny, niezwykłe artystyczne wizje stworzone z bursztynu są tu na wyciągnięcie ręki. Okazów takich, jak w tym muzeum, nie zobaczymy nigdzie indziej w Gdańsku (i prawdopodobnie na świecie) – są to zbiory bezcenne, o których kolekcjonerzy mogą tylko marzyć. À propos kolekcjonerów, warto wspomnieć, że po uszy zakochani w bursztynie są Azjaci. Niewielkie sklepiki dużo by dały za jeden kontrakt z dalekowschodnim fanem bałtyckiego złota.

Kolejne dobre miejsce na podziwianie bursztynu to… plaża. W pochmurny dzień, z samego rana, gdy nad morzem nie ma nikogo, możemy sami zorganizować „zwiedzanie”. Za przewodnika posłuży znaleziony kijek, a gablotami będą sterty gałązek wyrzucone przez Bałtyk. Między muszlami i (niestety) śmieciami można znaleźć małe kawałki bursztynu. Biżuterii może się z nich nie zrobi, ale już nalewkę? Czemu nie!

Lenin i Westerplatte

Przyszedł czas na dwa nowe i kontrowersyjne obiekty na muzealnej mapie Gdańska. Chodzi o Europejskie Centrum Solidarności (ECS). Jego celowo pordzewiała elewacja stanowi tło dla trzech krzyży – monumentalnego Pomnika Poległych Stoczniowców 1970. Nieopodal znajduje się też Muzeum II Wojny Światowej, położone głównie pod ziemią – jego jedyny widoczny z daleka element, to wystająca ceglastoczerwona wieża.

ECS było krytykowane już od fazy projektowania: za bryłę budynku i jego elewację. Był przytłaczający i wielu nie podobało się, że od nowości rdzewieje. Dodatkowo zajmował dawniej rozległy plac wokół Trzech Krzyży. Placówka jednak powstała i stanowi jedną z wizytówek Gdańska. W bezpośrednim sąsiedztwie muzeum znajduje się także Brama nr 2 Stoczni Gdańskiej, z której zerwano dawny dopisek „im. Lenina”. Lenin na bramę wrócił kilka lat temu staraniami władz Gdańska, by po kilku miesiącach za sprawą stoczniowców znów zniknąć.

Lenin trafił także do Muzeum II Wojny Światowej, jednak jako graffiti na czołgu. Pojazd jeszcze w trakcie budowy umieszczono w budynku, a towarzyszące wydarzeniu protesty relacjonowały lokalne media. Tym razem problemem nie była sama postać Lenina, a fakt, że użyty jako eksponat czołg był wciąż sprawny i, według niektórych, mógł jeszcze posłużyć przy pokazach historycznych. Zamkniętego w podziemiach muzeum wydostać się nie da bez burzenia kilku stropów.

Tworzeniu obu obiektów wtórowały także spory kompetencyjne między władzami lokalnymi a centralnymi. Nie wchodząc jednak w szczegóły, to w Europejskim Centrum Solidarności znajduje się nowe biuro Lecha Wałęsy – z flagami i Madonną Częstochowską.

Niezależnie jednak od animozji – oba obiekty zdecydowanie warto zobaczyć, nie tylko z zewnątrz.

Tylko tyle?

Na przestrzeni wieków, wielokulturowa społeczność stworzyła niezwykły charakter Gdańska. Obok Niemców i Polaków należy tu wspomnieć jeszcze chociażby Kaszubów, Żydów i wiele innych narodowości. Świadectwem ich obecności w tym nadmorskim mieście są nie tylko muzea, ale i liczne historyczne miejsca. Ich lista wciąż się wydłuża za sprawą współczesnych mieszkańców, którzy zafascynowani Gdańskiem, chcą odkrywać jego korzenie.

Zostaw komentarz